Czy porozumienie jest realne po wojnie w Gazie?
Wojna w Gazie zmieniła wszystko. Przynajmniej tak mówią politycy. A co z normalizacją między Izraelem a Arabią Saudyjską? Trudno sobie wyobrazić, żeby Rijad podpisywał umowy, gdy w Gazie giną tysiące ludzi. To byłoby polityczne samobójstwo.
Mylne założenie? Że chodzi tylko o interesy. Oczywiście, Saudyjczycy chcą amerykańskiego parasola bezpieczeństwa i dostępu do technologii. Izraelczycy marzą o legitymizacji w świecie muzułmańskim. Ale wojna w Gazie to nie jest przeszkoda. To jest mur. Moim zdaniem, bez realnego zawieszenia broni i konkretnych ustępstw wobec Palestyńczyków, żaden saudyjski książę nie zaryzykuje podpisu. To nie jest kwestia „czy”, tylko „kiedy”. a to „kiedy” oddala się z każdym dniem walk.
Jakie warunki musi spełnić Arabia Saudyjska wobec Palestyńczyków
Rijad gra na dwóch stołach. Z jednej strony chce zadowolić USA i Izrael. Z drugiej nie może stracić twarzy w świecie muzułmańskim. Palestyńczycy to nie jest temat do odhaczenia. To zapalnik.
Saudyjczycy muszą pokazać konkretne gesty. Nie wystarczy ogólnikowe "popieramy rozwiązanie dwupaństwowe". To już było. Dziś potrzeba czegoś więcej.
Po pierwsze, Rijad musi zagwarantować realne wsparcie finansowe dla Autonomii Palestyńskiej. Nie chodzi o czeki z datkami. Chodzi o odbudowę Gazy po wojnie. To będą miliardy dolarów. Saudyjczycy mają kasę, ale czy są gotowi iść na całość?
Po drugie, potrzebne jest publiczne potwierdzenie, że Palestyńczycy dostaną realną kontrolę nad swoimi terytoriami. Brzmi prosto. Tylko że w praktyce to oznacza konflikt z izraelskimi osadnikami i armią.
I tu zaczyna się schody. Arabia Saudyjska nie może wymazać Kwestii Palestyńskiej. To byłby samobójczy ruch w świecie arabskim. Dyplomacja lubi puste deklaracje. Saudyjczycy muszą pokazać twarde gwarancje. Albo nie będzie normalizacji.
Miałem ostatnio przypadek.
Pierwsza sprawa to Palestyna. Bez realnych ustępstw wobec Autonomii Palestyńskiej normalizacja nie wejdzie w życie. Saudyjczycy potrzebują czegoś konkretnego. Zamrożenie osadnictwa na Zachodnim Brzegu. Przekazanie większych terytoriów pod kontrolę palestyńską. Może nawet konkretny harmonogram negocjacji dwupaństwowych. Brzmi niemożliwie? Dla obecnego rządu w Jerozolimie tak.
Druga kwestia to bezpieczeństwo. Arabia Saudyjska zażąda gwarancji militarnych od USA, ale Izrael też będzie musiał oddać coś w zamian. Systemy obrony powietrznej? Współdzielenie danych wywiadowczych o wspólnych wrogach? To nie czarna magia, tylko twarde negocjacje.
Trzecia rzecz drażliwa. Program nuklearny. Saudyjczycy chcą własnego cywilnego programu atomowego pod kontrolą. Izrael tradycyjnie blokuje takie pomysły. Normalizacja może wymusić zmianę stanowiska. Izrael nie ma wyboru i będzie musiał zaakceptować saudyjskie ambicje nuklearne, bo alternatywa to utrata szansy na sojusz z regionalnym mocarstwem.
Rola USA i Iranu w blokowaniu lub przyspieszaniu procesu
Waszyngton od lat ciągnie ten wózek. Stany Zjednoczone chcą pieczątki na porozumieniu jak ryba wody. To dla nich dowód na utrzymanie wpływów w regionie. Problem w tym, że stawiają na dwa konie. Z jednej strony pchają Saudów do izraelskiego stołu. Z drugiej obiecują Iranowi luzowanie sankcji. To schizofreniczna gra. I żaden z graczy nie wie, która karta jest warta więcej.
USA przeceniają swoją siłę perswazji. Myślą, że jak wyłożą miliardy na tacy, to Rijad zapomni o irańskich rakietach. Mylne założenie. Teheran gra na czas. Wie, że im dłużej trwa impas, tym bardziej pękają szwy w amerykańsko-saudyjskich relacjach. Dla Iranu blokada normalizacji to sprawa życia i śmierci. Bo jeśli Arabia odwróci się w stronę Izraela, osi oporu grozi izolacja.
I tu zaczyna się prawdziwy problem. USA chcą przyspieszenia. Iran chce zamrożenia. Arabia Saudyjska stoi pośrodku z wyciągniętymi rękami w dwie strony. Ktoś w końcu musi puścić. Pytanie tylko kto pierwszy straci cierpliwość.
Kiedy normalizacja nie jest możliwa. alternatywne scenariusze
Większość analityków zakłada, że normalizacja to kwestia czasu. Cóż... to mylne założenie. Są scenariusze, które odwracają ten tok myślenia. Wyobraźmy sobie przedłużającą się wojnę w Gazie. Nie tygodnie, ale lata. Każdy kolejny miesiąc konfliktu cementuje wrogość w całym regionie. Arabia Saudyjska nie ma wtedy wyboru. Musi wycofać się z rozmów. Wizerunkowo nie udźwignie układu z Izraelem, gdy palą się szkoły w Strefie.
Inna opcja to zmiana warty w Rijadzie. Następca tronu może nie podzielać wizji MbS. Nagły zwrot w polityce zagranicznej. Saudyjczycy wracają do sojuszu z Iranem na poważnie. Izrael zostaje osamotniony. To nie jest takie nieprawdopodobne.
Najprawdopodobniejszy jest scenariusz, w którym normalizacja zamiera nie z powodu polityki, ale ekonomii. Cena ropy spada poniżej 40 dolarów. Saudyjski budżet się kurczy. Kto wtedy myśli o kosztownych układach? Izrael traci atrakcyjność jako partner. Wtedy patrzymy na szerszy kontekst układu sił. Nikt nie czeka na Izrael. Region po prostu idzie dalej.
I tu zaczyna się problem. Alternatywą dla normalizacji nie jest status quo. To wyścig zbrojeń. Emiraty kupują myśliwce. Turcja buduje bazy w Katarze. Izrael odpowiada fortyfikacjami. Każdy zamyka się w swoim bunkrze. Więc odpowiedź na tytułowe pytanie? Normalizacja jest możliwa, ale tylko wtedy, gdy obie strony czegoś potrzebują. Jeśli przestaną potrzebować? Nie ma tematu. To zmienia wszystko.
Dodaj komentarz